Wierzący niepraktykujący

Praktycznie wszędzie można się spotkać z określeniem, że ktoś jest „wierzący niepraktykujący”. Ci ludzie nawet nie zdają sobie sprawy co mówią. Skoro deklarują się, że jednak są wierzący to na czym polega ta ich wiara? Na tym, że może pójdą w święta do Kościoła, a przez cały rok zapominają o Bogu? Czy oni w ogóle wierzą, że będzie coś po śmierci? Wydaje mi się, że wiele ludzi tak naprawdę w to nie wierzy – nawet „praktykujący”.

Bóg zapowiedział jak będzie wyglądać nagroda za dobre życie: „Czego ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 List św. Pawła do Koryntian 2:9). Będzie to miejsce wiecznego szczęścia – tam nie będzie zmartwień, smutku. Człowiek nawet nie jest w stanie pojąć tego jak tam będzie dobrze.

Niedawno spotkałem osobę, która powiedziała: „Jak będę stary to będę chodzić do Kościoła. Mam jeszcze na to czas”. Hmm ciekawe podejście tylko co z tymi którzy też tak chcieli chodzić do kościoła na starość, a nie zdążyli?

Wiara to nie jest coś takiego, że wybiera się parę przykazań i ich przestrzega bo nie jest trudno, a resztę to nie ma szans. „Szkoda mi godziny w niedzielę. Mieszkam z dziewczyną (chłopakiem) już jakiś czas bez ślubu ale dalej jestem wierzący (niepraktykujący).”. Wiarę przyjmuje się całą, a nie wycinki! „Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie”. Skoro ktoś określa się mianem wierzącego, to musi wierzyć w prawdziwość tych słów. Bóg dał ludziom przykazania jak człowiek ma postępować. Czy „niepraktykujący” spełnia tą wolę Boga, który jest w niebie? Jezus po to utworzył Kościół i Sakramenty, żeby ludzie z nich korzystali. Czy tworzyłby coś, co nie jest potrzebne do zbawienia?

Bóg dał każdemu wolną wolę i nikogo nie zmusza do przestrzegania przykazań. Jednak rozliczy kiedyś każdego człowieka z jego życia. Warto się zastanowić jak opowiedziałbym moje życie Bogu, gdyby teraz mnie wezwał „na spotkanie”. Czy moje życie spodobałoby się Bogu? Czy spełniałem Jego wolę i żyję tak jak On by chciał? Czy pochwaliłby mnie i nakazał wiecznie się cieszyć Jego chwałą czy kazałby odejść?

Więcej »

Ateizm – jaki w tym sens?

Ateiści za wszelką cenę próbują wyjaśnić, że Boga nie ma, że to są głupie przesądy. Twierdzą oni, że życia pozagrobowego nie ma. Wg nich człowiek żyje sobie powiedzmy 80 lat, umiera i już jest koniec. A gdybym zaproponował wybór: szczęśliwe, wieczne życie, wolne od wszelkich zmartwień albo brak wieczności – śmierć i koniec? Człowiek z natury jest tak skonstruowany - „jak dają to brać”. Zapewne każdy człowiek wybrałby to wieczne, szczęśliwe życie niezależnie od wiary.

Powiedzmy, że życia pozagrobowego nie ma. Ateiści i teiści są w takiej samej sytuacji – wszyscy kończą swój żywot. Ateiści wygrali. A czy mają coś z tego, że „żyli w prawdzie”? Czy teiści, którzy starali się być dobrymi, pobożnymi ludźmi coś stracili? Nic nie stracili. Nie są w gorszej sytuacji od ateistów, ponieważ mają taki sam los – śmierć.

A jeśli jest coś po śmierci? Ludzie, którzy wierzyli w Boga, wypełniali Jego przykazania zostali zbawieni i mają życie wieczne. A co z ateistami? Czy Bóg ich zbawi za to, że głosili Jego brak? Jezus wyraźnie powiedział, że kto w Niego wierzy ma życie wieczne.

Jeżeli to porównać do meczu to przy sytuacji, gdy nie ma Boga jest wynik 0:0 między ateistami i teistami. Jeżeli jest Bóg to teiści wygrywają 1:0. Warto zauważyć, że w obu przypadkach po stronie ateistów jest cyfra 0. Właściwie powinna być cyfra ujemna, ponieważ Bóg zapowiedział istnienie piekła czyli wiecznego potępienia. „Mecz” jest do jednej bramki. Ateiści nigdy nie będą w lepszej sytuacji. Czy opłaca się być ateistą? Wyobraź sobie, że jesteś rozbitkiem na morzu. Jeśli jest szansa na uratowanie się czy nie byłoby warto podjąć trochę wysiłku i próbować się ratować?


Życie ziemskie - około 80 lat
Życie wieczne – 123 456 789... lat

Więcej »